PTTK Otwock - powrót na stronę główną
2016
Strona główna
Strona główna KT "Grodno"
Regulamin Klubu
Członkowie
"Kalendarium zdarzeń"
Planowane imprezy
Korespondencja
Za nami...
Kolejne wspomnienia
Galeria klubu
Archiwum

"Kalendarium zdarzeń" to prowadzony w wolnym stylu rejestr ważnych okoliczności z życia Klubu Turystycznego "Grodno" i poszczególnych jego członków. Niniejsza zakładka jest kontynuacją wersji papierowej "Kalendarium zdarzeń" prowadzonego tak jak i kronika klubowa od powstania Klubu.

6-8.10.2012

Chociaż kolejny zlot KT "Grodno" zakończył się sukcesem, to miało być inaczej. Wyszło, jak wyszło, jak ostatnio prawie ze wszystkim w Polsce.

Jeszcze dwa lata temu jeden z członków Klubu proponował w tym terminie zorganizować spotkanie w Międzygórzu - w 20-lecie jego pierwszego wyjazdu z klubem i z ... przyszłą żoną. Przed rokiem pomysł został potwierdzony i na październik 2012 r. do kalendarza imprez została zapisana stosowna impreza. Jednak w tym roku pomysłodawca spotkania w górach spasował i zajął się innymi ważnymi życiowymi sprawami.

Podnieśliśmy upadającą chorągiew i suma sumarów wyszedł udany zlot w Beskidzie Sądeckim w Paśmie Jaworzyny Krynickiej: baza w trzygwiazdkowym hotelu w Muszynie, partycypacja sponsora w wyżywieniu, transporcie uczestników i atrakcjach turystyczno-rekreacyjnych oraz wspaniała atmosfera tworzona przez uczestników. Oczywiście, nie zabrakło wędrówek urokliwymi górskimi trasami, odpoczynku w beskidzkich schroniskach PTTK, przybyło punktów do Górskiej Odznaki Turystycznej (GOT), a potwierdzeniem tych zdarzeń są zdjęcia w Galerii klubu na naszej stronie www.

Zarząd Klubu oczekuje na propozycje imprez w 2013 r.


3.06.2012

Kilka spostrzeżeń z treningu rowerowego w ramach świętowania 21 rocznicy powstania Klubu Turystycznego "Grodno".

Trasa w trójkącie Józefów - Wiązowna - Otwock została przemierzona na rowerach. Dystans wyniósł 28 km. Założone cele zostały osiągnięte, chociaż w logistyce imprezy zaistniała potrzeba wprowadzenia korekt. Opracowaną nietypową trasę zaliczyliśmy do cyklu "Poznajemy szlaki południowych okolic Warszawy". Przemierzyliśmy wybrane odcinki szlaków pieszych, rowerowych, dróg publicznych i ulic - tereny leśne i zurbanizowane o bogatych walorach edukacyjnych i kondycyjnych.

Czas przeznaczony na pokonanie trasy okazał się trafnym, ale tylko w odniesieniu do osób dorosłych i poruszających się na rowerach krossowych. Taki sprzęt okazał się bardzo pomocnym szczególnie na szlakach prowadzących na Górę Lotników i wzdłuż rzeki Mienia.

Aura pogodowa okazała się wręcz idealną dla jazdy na rowerze i poznawania walorów terenów po obu stronach rzeki Świder. Pomocnym dla orientacji w terenie okazało się dobre oznakowanie szlaków turystycznych PTTK, chociaż kręty żółty szlak pieszy prowadzący na Górę Lotników na terenie Józefowa wymaga pilnego odmalowania (w trudnych warunkach miejskich przede wszystkim wyłuszczyła się farba znaków). W bardzo dobrym stanie pozostaje stosunkowo nowe oznakowanie odcinków wytyczonego rowerowego Otwockiego Szlaku Okrężnego.

Stan przyrody i zagospodarowania terenów po obu stronach rzeki Świder jest porównywalny. W willowych dzielnicach Józefowa można spotkać enklawy bardzo ładnej nowej architektury nawiązującej do stylu świdermajer. Z kolei w skromniej zurbanizowanych okolicach Emowa i Wólki Mlądzkiej można poczuć "oddech" zalesionych wielkich połaci piaszczystych wydm lub pól zdobionych przydrożnymi wierzbami (coraz rzadszymi w pejzażu Mazowsza). Rozczarowuje natomiast Rezerwat rzeki Mienia. Bogactwo ptasich głosów, ponad stuletnie dęby, uroczy nurt rzeki nie są w stanie przesłonić wielkiej ilości dryfujących ludzkich śmieci (głównie sztucznych tworzyw). 

Z uwagi na mniejsze od zakładanego tempo pokonania trasy planowany na zakończenie piknik w siedzibie Oddziału PTTK w Otwocku został odwołany i zakończenie imprezy nastąpiło w siedzibie Klubu Turystycznego "Grodno".


25.03.2012

Słoneczna pogoda i porywisty wiatr towarzyszyły powitaniu wiosny w Klubie. Po zimowym uśpieniu na zlot przybyło 15 osób. Domniemujemy, że inni jeszcze nie rozbudzili się. Zgodnie z kalendarzem imprez na 2012 r. i programem zlotu spotkaliśmy się o godz. 11-tej w siedzibie Oddziału PTTK w Otwocku 25 marca br. Z zaproponowanych dwóch tras (pieszej i rowerowej) zgłaszający się na zlot wybrali trasę pieszą, tzw. "Nowego Otwocka". Po ustaleniu regulaminu wycieczki towarzystwo dziarsko ruszyło na trasę. Zaproponowana i opisana w zakładce "Planowane imprezy" trasa w trakcie wycieczki była nieco modyfikowana ze względu na dołączającą część spóźnionych (dojeżdżających z Warszawy) uczestników.

Wycieczka udała się. Ciekawe informacje o odwiedzanych obiektach i bardzo dobra atmosfera wśród uczestników powodowały, że wiatr tak jak jest niewidocznym, tak stawał się coraz mniej odczuwalnym. Żałujemy tylko, że z powodów konserwacyjnych nie było czynne Muzeum Ziemi Otwockiej. Była to idealna pora na taki charakter wycieczki. Brak liści na drzewach pozwalał oglądać obiekty architektury z szerszej i głębszej perspektywy. Na zakończenie - ze względu na silny wiatr zrezygnowaliśmy z ogniska przed siedzibą Oddziału PTTK i wycieczkę rozwiązaliśmy przed Urzędem Miejskim, chociaż chętni Klubowicze przenieśli się jeszcze na długie rozmowy do siedziby Klubu Turystycznego "Grodno".

Obecni zdobyli punkty do odznak: Zostań Otwockim Turystą PTTK (ZOT PTTK) i "Sympatyk Otwocka", a także uzyskali gratis od Zarządu Oddziału PTTK mapy ze szlakami turystycznymi Mazowsza.


1-3.10.2010

1.10.2010 (piątek)

Przed południem znajdujemy się w kameralnym gronie w kameralnym schronisku PTTK „Kochanówka” przy Wodospadzie Szklarki – w bazie zlotu jesiennego KT „Grodno”. Jesteśmy ciepło powitani przez gospodynię Olgę. Następnie kwaterujemy się i udajemy do Szklarskiej Poręby Górnej w okolice wyciągu krzesełkowego, gdzie trwają intensywne prace przy budowie nowego wyciągu z 6-osobowymi kanapami i który ma być gotowy do użytku ponoć na najbliższy sezon narciarski.

Od kompleksu wyciągów ruszamy na czarny szlak. Zatrzymujemy się na chwilę przy Wysokim Moście. To chwila refleksji. Natura – dzieło człowieka i potok, skały, drzewa – dzieło natury. Tą ingerencję człowieka w przyrodę odbieramy pozytywnie. Most symbolizuje łączność człowieka z jego naturalnym środowiskiem.

Potem podchodzimy do prywatnego schroniska przy Wodospadzie Kamieńczyka i zwiedzamy ten najwyższy w Sudetach wodospad.

Przed nami najtrudniejsze podejście tego dnia – do Hali Szrenickiej. Trudy podejścia łagodzą piękne panoramy z głównego szlaku sudeckiego im. dr M. Orłowicza. Po regeneracji sił w schronisku PTTK, o godz. 17-tej udajemy się w drogę powrotną przez źródła potoku Ciekotka i Szrenicką Skałę do Szklarskiej Poręby. Idziemy ścieżkami (momentami w podskokach) przez bagnisty teren regla górnego i dochodzimy do narciarskiej trasy zjazdowej „Śnieżynka”, a potem wzdłuż niej podążamy do stacji przesiadkowej kolei linowej na Szrenicę. Na narciarskich stokach są jeszcze smaczne jagody. Przecinamy trasę budowy nowej kolei linowej pod Szrenicką Skałę. W górnym odcinku budowa jest mniej zaawansowana niż na dole, ale konstrukcje stalowe są już rozłożone i wytyczono trasę. Podczas zejścia towarzyszą nam porykiwania jeleni, dochodzące z okolic Końskich Łbów.

Od stacji przesiadkowej schodzimy trasą zjazdową „Puchatek” do Szklarskiej Poręby Górnej. Zapada zmrok. Wieczorem w schronisku przy nieustannym szumie wodospadu świętujemy imieniny najmłodszego uczestnika zlotu – Igora, który właśnie dziś przekroczył próg 40 pkt. w klasyfikacji GOT i ma ukończone 8 lat, a zatem po weryfikacji stanie się zdobywcą popularnej Górskiej Odznaki Turystycznej PTTK.

2.10.2010 (sobota)

Po noclegu już w Szklarskiej Porębie próbujemy zacząć program turystyczny od samego rana. Na przeszkodzie staje jednak ... jarmark parkingowy u stóp Wodospadu Szklarki, którego nie sposób szybko ominąć. Zakupy pamiątek i prezentów trwają, a czas upływa. Cóż, wszystko jest dla ludzi, tym bardziej dla turystów, chociaż konsekwencje korzystania z takiego dobrostanu wypłyną wieczorem, bo czasu nie da się, ani zatrzymać, ani oszukać.

Ruszamy się żwawiej. Oba odcinki kolejki linowej na Szrenicę są czynne. Pogoda przepiękna. Wysoki stopień nasłonecznienia i prawie zero wiatru; jedynie leciutkie orzeźwiające podmuchy. W towarzystwie uroczych panoram Sudetów docieramy do schroniska na szczycie Szrenicy. Napotykamy ślady pierwszego tej jesieni śniegu.

Po przegrupowaniu sił udajemy się czerwonym szlakiem aż do przełęczy pod Wielkim Szyszakiem. Kolejno podziwiamy skały Trzy Świnki, wędrujemy u źródeł Łaby, dochodzimy pod Łabski Szczyt i niebawem jesteśmy przy Czarciej Ambonie. Podziwiamy z góry Śnieżne Kotły. Przy takiej pogodzie widoki w dół na Śnieżne Stawki są bajeczne. Dalej podążamy skalnym szlakiem pod Wielkim Szyszakiem i dochodzimy do Rozdroża pod Wielkim Szyszakiem. To miejsce, w którym ma zacząć się nasz powrót do bazy noclegowej.

Tu musimy podjąć bardzo odpowiedzialną decyzję w górach: dokonać właściwej oceny kondycji poszczególnych uczestników wycieczki, warunków pogodowych i czasu potrzebnego na resztę wędrówki. Mimo deficytu czasowego decydujemy się jednak na dotarcie do schroniska pod Łabskim Szczytem szlakiem dłuższym i trudniejszym – zielonym przez Śnieżne Stawki. Przeważyła chęć bycia na dnie Śnieżnych Kotłów.

Przez cały dzień spotykamy sporo turystów. Zarówno na szlaku czerwonym po granicy państwa, jak i na odcinkach szlaków po polskiej stronie przeważają osoby mówiące po czesku. Od wielu lat obcowania z górami nas to nie dziwi, ale zastanawiającym jest takie zjawisko – o wiele mniejszy naród od Polaków w zdecydowanie większym stopniu bierze udział w aktywnych formach turystyki. Po tej smutnej kontastacji i nasyceniu się surowością natury (jakby z głębi ziemi) opuszczamy kotły i wypatrujemy na szlaku „Schroniska Pod Łabskim Szczytem”, do którego docieramy z opóźnieniem.

Szybka regeneracja sił i ... znowu potrzebna odpowiedzialna decyzja, bo trasy zostaje na 1,5 godz., a dnia na 1 godz. Wybór jest nieduży. Można w tym samym czasie dotrzeć lepszą drogą w okolice dolnej stacji kolejki linowej w Szklarskiej Porębie Górnej lub trudniejszym szlakiem niebieskim do samego schroniska „Kochanówka”, w którym mieszkamy. Zgodnie decydujemy się na wariant drugi. Bez względu na wiek wszyscy są dzielni i bezpiecznie docieramy o godz. 20-tej do bazy. Końcówkę trasy w okolicy góry Szklarz pokonujemy posługując się latarką. Coraz bardziej słychać szum rzeki Szklarki, a na koniec ciężki spad wody w uskoku skalnym i ... niespodzianka: dochodzimy do pięknie podświetlonego Wodospadu Szklarki. Już tylko schodki w dół przy wodospadzie, schody w górę w schronisku i koniec wycieczki. Po takim wysiłku i dotlenieniu mocny sen gwarantowany.

3.10.2010 (niedziela)

Rano niektórzy podziwiają wschód słońca nad Karkonoszami, przemierzając szlak czarny od Wdsp. Szklarki do Szklarskiej Poręby Górnej. Jest to odcinek okrężnego bardzo ciekawego Szlaku Walońskiego, którego nazwa bierze się od dawnych poszukiwaczy minerałów oraz kamieni szlachetnych. Ze szlaku widać, że zmienia się dynamicznie pogoda w paśmie Karkonoszy.

Pakujemy się, żegnamy z „Kochanówką” i przemieszczamy się do Karpacza. Nasze przypuszczenia sprawdzają się i kolejka linowa na Kopę jest nieczynna z powodu halnego na górnej stacji. Jesteśmy zmuszeni zmodyfikować program planowanej wycieczki. Na początek utrudniamy trasę pieszą wędrówką przez Biały Jar na Kopę. Do Białego Jaru dochodzimy skąpani w słońcu, chociaż smagani podmuchami halnego. Dalej w chmurach kierujemy się na Kopę, a nie do schroniska „Akademicka Strzecha”, skąd na otwartej przestrzeni przez Spaloną Strażnicę i przy silnym wietrze byłoby trudniej dotrzeć do schroniska „Dom Śląski” pod Śnieżką. Na Kopie zastajemy warunki ekstremalne, ale dalej już lepiej, również za sprawą pięknej nowej brukowanej ścieżki dydaktycznej do „Domu Śląskiego”. Śnieżki oczywiście nie widać, a ponadto nie mamy już czasu na wejście na nią.

Po spoczynku w schronisku ruszamy w drogę powrotną czerwonym szlakiem nad Łomniczką. Mijamy symboliczny Cmentarz Ofiar Gór oraz Wdsp. Łomniczki i już w słońcu docieramy do schroniska, które szczególnie zaintrygowało młodszych uczestników wycieczki z powodu braku w nim elektryczności. Pięknym odcinkiem szlaku – na roztrenowanie – wracamy pod stację dolną wyciągu w Karpaczu, skąd wyruszyliśmy na wycieczkę.

Jest godz. 17. Czas wracać do domu, zwłaszcza jeżeli niektórzy mają do pokonania 500 km, a następnego dnia o godz. 7 trzeba wyruszyć do pracy, czy do szkoły. Więcej można zobaczyć na 44 fotografiach, które zamieszczamy w „Galerii klubu” pod nazwą „Karkonosze 2010”.


30.05.2010

Szczególnie miła, wręcz magiczna dla niektórych Klubowiczów liczba 19 i tym razem symbolizowała spotkanie z okazji 19-tej rocznicy powstania Klubu Turystycznego „Grodno”.

Zlot rocznicowy przebiegał zgodnie z założeniami. Frekwencję zapewniły klubowe rodziny, a zawód sprawili tylko niektórzy single – nie stawili się mimo wcześniejszych deklaracji uczestnictwa. Cóż, być może mają więcej obowiązków i problemów od tych co założyli rodziny i wychowują dzieci.

Wspominać było co, było z kim i to czasy z udziałem dzisiejszych członków Klubu nawet bardziej odległe niż 19 lat.

Wycieczkę rozpoczęliśmy od siedziby oddziału PTTK w Otwocku. Następnie zawitaliśmy do Parku Miejskiego, gdzie trwały przygotowania do mającego niebawem rozpocząć się festynu z okazji Dnia Dziecka. Dzieci już mogły zabawić się na swój sposób, a dorośli podziwiali przyrodę i infrastrukturę parku, które po latach uległy istotnym przeobrażeniom.

Kolejnym przystankiem była poprzednia siedziba Klubu na ul. Andriollego. Wszyscy obecni na zlocie Klubowicze mieli okazję spotykać się w tym miejscu w najświetniejszych czasach KT „Grodno”.

Potem wycieczka przeniosła się na stadion OKS „Start”. Tu Przewodniczący Klubu wspominał swój pierwszy kontakt z Otwockiem na początku lat 80-tych XX wieku, kiedy to sędziował ligowy mecz piłki nożnej „Startu” Otwock. Przy tej okazji niektórzy zauważyli, że w niespełna rok od organizowania przez PTTK pikniku militarnego, w tym miejscu stoi ... „orlik” (boisko sportowe).

Dalej trasa wycieczki miała prowadzić na cmentarz żydowski w Anielinie. Nasz miejscowy przewodnik (sympatyk Klubu) poprowadził wycieczkę na skróty tak, że „wylądowaliśmy” przy cmentarzu miejskim i potem przy Muzeum Ziemi Otwockiej. Ponieważ peleton wycieczkowy znacznie rozciągnął się z powodu dużej różnicy wieku uczestników i mimo, że najmłodsi też dzielnie maszerowali – to jednak postanowiliśmy podzielić grupę. Część uczestników zrobiła „odwrót” na festyn, gdzie spotkała się w Parku Miejskim z kolejnymi dojeżdżającymi na zlot uczestnikami. Wytrawni turyści maszerowali dalej, ale już z pominięciem cmentarza w Anielinie i ... dalej na skróty i z tym samym przewodnikiem w kierunku ośrodka szkoleniowo-wypoczynkowego „Pol-Hot” w Pogorzeli Warszawskiej. Łono natury sprzyjało i przyjemnej wędrówce i pasjonującym koleżeńskim rozmowom wśród podążających za przewodnikiem. Zniecierpliwienie pojawiło się u wędrowców, kiedy zamiast przystanku w Pogorzeli kierunek wycieczki zaczął zmieniać o ok. 180 stopni – na pomnik lotników.

11 listopada 1998 r., kiedy byliśmy na rajdzie po Pogórzu Karpackim otrzymaliśmy wiadomość, że niedaleko ówczesnej siedziby Klubu w trudnych warunkach atmosferycznych spadł samolot wojskowy, próbujący uczestniczyć w paradzie z okazji Dnia Niepodległości w Warszawie. Zginęli dwaj piloci, a podłożem wypadku tak jak i w przypadku katastrofy pod Smoleńskiem były nieracjonalne decyzje polityczne. Dotarliśmy pod obelisk upamiętniający miejsce wypadku w lesie pod Otwockiem. Kończył się czas przeznaczony na pierwszą część zlotu rocznicowego i z tego miejsca pośpieszyliśmy już do siedziby PTTK na grill.

Mieliśmy do dyspozycji wiatę turystyczną przed siedzibą PTTK i salę kominkową w budynku. Sami gospodarzyliśmy, a najbardziej napracowały się dziewczyny w przygotowaniu grillowego menu. We wspaniałej atmosferze powspominaliśmy zdarzenia z historii Klubu, poparte sędziwymi albumami fotograficznymi. Najmłodsi uczestnicy przenieśli część zabaw z festynu na naszą posesję i spełniali się na swój sposób.

Nasz sympatyk-przewodnik złożył akces wstąpienia do KT „Grodno”. Ze strony Zarządu Klubu padła propozycja, aby przyjąć do Klubu całą rodzinę: Roberta, jego żonę i córki, którzy dali się nie raz poznać na imprezach organizowanych lub współorganizowanych przez Klub.


14-16.05.2010

Zdarzyło się, że zlot odbywał się w warunkach ekstremalnych - tak przynajmniej mogą domniemywać ci co rozważali wziąć w nim udział, a nie pojechali m. in. ze względu na "niedobre" prognozy pogody. Cóż, w tym miejscu można powiedzieć: nie ma złej pogody, tylko turyści źle się ubierają .

14-stego, w piątek

W pierwszym dniu zlotu - po przyjeździe do Wisły i lekkim przegrupowaniu ruszyliśmy na szlaki. Na zmianę: padał deszcz (nazywany przez najmłodszego uczestnika wycieczki kapuśniakiem), przejaśniało się, nie wiało i było ciepło. Było też mokro - szlaki zamieniły się w płynące strumyki. Kamieniste podłoże dobrze dobranych na taką pogodę tras i traperskie buty pozwalały jednak na wędrówkę, a właściwie dobrany ekwipunek turysty powodował, że wędrówka stawała się przyjemną. Zielony szlak z Wisły-Łabajowa na Stożek Wlk. czaruje pięknymi widokami na dolinę Łabajowa, lewego dopływu Wisły. Szczególnie piękne widoki rysowały się z podstawy chmur o niskim pułapie. Szczytowe partie Stożka Wlk. osiągnęliśmy już w chmurach. Na szczycie, na granicy z Czechami na turystów czekało schronisko PTTK. To najstarsze schronisko PTTK w Beskidzie Śląskim i bardzo dobrze wyposażone. Esencja prawdziwej turystyki. Klimat, o którym gdzie indziej można tylko pomarzyć. Nie było gwaru szkolnych wycieczek, a tylko pojedynczo przemykający turyści. Igor robi zakupy GOT: mapa firmy COMPASS, książeczka, znaczki. Dumny, bo zaczyna zbierać punkty na Górską Odznakę Turystyczną. Stożek Wlk. staje się jego historycznym, bo pierwszym szczytem zdobytym w tym celu. Dorośli też powiększają swoje zdobycze punktowe. To szczyt, który w historii KT "Grodno" już wcześniej odcisnął się piętnem niezapomnianych zdarzeń, ale o tym przy innej okazji. Ze szczytu schodzimy szlakiem niebieskim przez Mraźnicę.

15-stego, w sobotę

Rano grono uczestników zlotu powiększa się i poprawia pogoda - nie pada. Tak jest już do końca dnia, chociaż w powietrzu mimo nawet przebłysków słońca czuje się nadciągający z południa głęboki niż baryczny. W planie wycieczka do źródeł Wisły i na Baranią Górę. Z Wisły przez Przełęcz Kubalonka, Pod Złotym Groniem, przez Schronisko PTSM "Zaolzianka", podziwiając piękne widoki na Koniaków, przez Pietraszonkę dojeżdżamy własnym transportem aż pod schronisko studenckie w Stoczku. Dalej się nie da - stroma i kręta droga kończy pod Karolówką (931 m n.p.m.) Idziemy zielonym szlakiem przez Karolówkę, potem przecinając potoki Czarnej Wisełki do Schroniska PTTK na Przysłopie. Szybka orientacja w schronisku i jego otoczeniu i wymarsz na Baranią Górę (1 220 m n.p.m.) Powyżej 1 100 m n.p.m. wchodzimy w strefę chmur i już wiemy, że z wieży widokowej na szczycie nie będziemy podziwiać panoramy Beskidów. Na szczycie jest chłodniej, ale nadal nie wieje. Na szlaku spotykamy wielu indywidualnych turystów, jak i wycieczki zorganizowane. Wracamy tą samą trasą. W drodze powrotnej zwiedzamy "Izbę Leśną" na Przysłopie. Szkoda tylko, że nie jest akurat czynne Muzeum Turystyki Górskiej PTTK. Wracamy do Wisły. W nocy zaczyna padać.

16-stego, w niedzielę

Po nocy rekordowe opady utrzymują się nadal. Woda w Wiśle przybiera, a jej żółto-brunatny kolor budzi respekt. W mieście daje się wędrować, ale w planie był Soszów Wlk. Jedziemy do Wisły-Jawornika. Ze względu na rekordowo obfite opady deszczu przy zacinającym wietrze i wzgląd na najmłodszych turystów, nie podejmujemy wycieczki pieszej po szlakach. Jedziemy natomiast odwiedzić kompleks narciarski pod Soszowem Wlk., gdzie ostatnio w marcu br. spotkaliśmy się na nartach. Znajomi goście, znajoma obsługa obiektu, atmosfera serdeczności, zimowe wspomnienia z zieleniejących teraz stoków i chwile refleksji nad dynamiką przyrody. Ze zlotu udaje się wyjechać jeszcze przejezdnymi drogami, chociaż mijane rzeki są tuż przed wylaniem.


13-15.06.2008

Druga część "Wiosennych spotkań" była logistycznie trudnym przedsięwzięciem. Zlot zaczynał się w Krakowie. W ciągu trzech dni czekała nas zmiana miejsca noclegów, dojazdy po polskich drogach, bogaty, napięty i jakże różnorodny program wymagały sprawności organizacyjnej, ale ... dla chcącego nic trudnego. W końcu można też obrać najbardziej pasujący dla siebie wariant turystyczny, a w naszym Klubie uczestnicy mogą korzystać z tego dobrodziejstwa programowego. Konsekwentnie eliminujemy ze spotkań tylko warianty nie związane z wątkami turystyczno-krajoznawczymi, a trzeba przyznać, że w długiej historii Klubu Turystycznego "Grodno" takie zjawiska przytrafiały się.

13-stego, piątek.

Wariant A. Docieramy do Krakowa i oddajemy się w opiekę Jackowi i Małgorzacie. To członkowie naszego Klubu. Tu mieszkają i pracują. Mamy wszystko co turystom potrzeba i czujemy się jak w domu. Zwiedzamy królewską Starówkę. Jest normalnie, nie ma wielkich tłumów. Po obu stronach Sukiennic estrady. Rynek zatłoczony bardziej tonami techniki niż ludźmi, że aż mało miejsca dla gołębi. W tym zamieszaniu bronią się jednak "wypasione" krakowskie dorożki. Robią wrażenie. A koncerty, to chyba nieporozumienie - powinny odbywać się w miejscach do tego stworzonych. Zgoda na wyjątkowe - np. Sylwester na Rynku w Krakowie, ale nie na byle "wyrypy" co tydzień. No, ale jak nie buduje się obiektów, mimo istnienia nowoczesnych technologii, to sięga się po to, co za królów ... wymurowano.

Punktualnie o 19-tej rozpoczyna się III Charytatywna Karczma Piwna.


We właściwym miejscu, gdzie dominuje młodzież, na terenie Akademii Górniczo-Hutniczej. Sponsorem generalnym jest firma Jacka "JANBUD", ale zdążyliśmy zauważyć, że też i główne skrzypce organizacyjne grali Jacek i Małgorzata. Świetna organizacja, szczytny cel, wspaniała atmosfera i udana zabawa. Organizatorzy bezbłędnie zapanowali nad 200-osobową biesiadą. Można było odnowić stare kontakty i nawiązać nowe, a

wszystko pod hasłem "Pomóż bliźniemu". Brawo Jacek!

Wariant B. Po nocnej podróży zakwaterowanie w Zakopanem. Aklimatyzacja, "rozpoznanie terenu", bo następnego dnia dołączy reszta grupy. Momentami deszczowa pogoda nie przeszkodziła spenetrować oprócz Zakopanego Gubałówkę, czy Butorowy Wierch.

14-sty, sobota.

Dojazdy z Krakowa, powitania, zakwaterowania, a ... czas leci. W efekcie wyruszamy na zaplanowaną trasę stosunkowo późno, ale w dobrych nastrojach i z nadzieją, że nadrobimy opóźnienie na szlaku. Niebawem okazuje się, że 12 minutowy wjazd koleją linową na Kasprowy Wierch wymaga stania w 3-godzinnej kolejce. Spojrzenia na siebie klubowiczów i nikt w powyższej sytuacji nie zawahał się wybrać opcji z odwróceniem przebiegu trasy - wejście na Kasprowy (zamiast wjazdu) i z powrotem zjazd kolejką. Wybraliśmy marszrutę  z Kuźnic przez Boczań do Hali Gąsienicowej i następnie żółtym szlakiem na Kasprowy Wierch. Trasa bardzo widokowa, pogoda idealna i szkoda tylko, że presja czasu nie pozwalała na zbyt długie rozkoszowanie się naturą Tatr. Do "Murowańca" dopingowali doświadczeni turyści, a potem, po ukazaniu się budynków na Kasprowym tempo "kręciła" młodzież na czele z niespełna 6-letnim Igorem.


Na Kasprowym spotkanie ze śniegiem, chmurami i ... prawie oswojonym lisem, czyhającym na bogatego w kanapki turystę. Zdążyliśmy i można było (kolejki do kolejki na górze nie było) i nawet wypadało "wypróbować" nowe wagony. Zjechaliśmy. Kolej po remoncie robi wrażenie.

Wieczorem spotkanie okolicznościowe w lokalu o uroczej nazwie "Fabryka Dobrego Nastroju". Jubileusz Macieja.


Dobrego nastroju i innych dobrych rzeczy nie zabrakło.

15-stego, w niedzielę.

Wariant A. Wyjazd do Aquaparku Oravice. Można pozazdrościć Słowakom tak wspaniałego obiektu i tak fantastycznie usytuowanego. Baseny geotermalne, baseny pływackie z falami, baseny dziecięce, rury, masaże, sauny - takie atrakcje można spotkać nie tylko w Oravicach, ale tylko w tym miejscu można z dala od miejskiego zgiełku z basenu podziwiać panoramy Tatr, czy patrzeć jak w zimie obok śmigają narciarze (obok wyciągi krzesełkowe).

Wariant B. Dojazd do Doliny Chochołowskiej. I tak jak pierwszego dnia, momentami w deszczu trasa piesza - z Doliny Chochołowskiej do Doliny Kościeliskiej. Po drodze zwiedzanie tatrzańskich jaskiń. Było ślisko. Dominik wrócił do szkoły w Gdańsku nie tylko z kolejnymi punktami zdobytymi w klasyfikacji Górskiej Odznaki Turystycznej (GOT), ale i z otarciami na pamiątkę.

Zlotem w Tatrach zakończyliśmy cykl trzech wiosennych klubowych imprez. Życzymy wszystkim klubowiczom udanych wakacji i letnich urlopów - i tym co będą leniuchować jak krokodyle na plażach, i tym co wybiorą aktywne i ambitniejsze formy wypoczynku i rekreacji.

Do zobaczenia jeszcze tego lata, na rajdzie rowerowym nad Bugiem.


 


© PTTK Otwock, created by NESTO